|
Sztuka zaczęła się zapewne nie od naśladowania wyglądów rzeczy, tylko od znaków: od symbolów, naładowanych znaczeniem. Norwid wspaniale określił owo ?pierwsze zmierzenie się z naturą czynnej myśli człowieka": ?Sabiński góral włócznię zatknął, a ta bóstwem wojny się stawała - to bóstwo tylko krwi wylewem można było ubłagać - lud obchodził je milczkiem albo dzikim tańcem w krąg obiegał, i powstawał obchód, więc obrządek..." Nawet sztuka przedstawiająca długi jeszcze czas zachowywała zdolność takiego symbolizowania: im bardziej jednak naturalistycznie ją traktowano, tym bardziej gasła moc sabińskiej włóczni. (Nie wchodzę w to, co było tutaj przyczyną, a co skutkiem.) Gerardus van der Leeuw przypomina, że z religijnego punktu widzenia Grecy cenili xoanon, starożytny obraz Boga wyrzezany w drzewie, chropawy, ledwie przypominający postać ludzką, wyżej od dzieł Fidiasza i Praksytelesa. I dodaje wybitny historyk kultury, że ?sztuka przedstawiająca wyczerpuje się w aktualności swego przedmiotu, nie zostawiając nic już obok siebie czy poza sobą. Staje się retoryką, która zapomina o najważniejszym - o sugestii niewyrażalnego."
|